Obóz I – relacja spoza strefy komfortu

Opublikowano: Zamieszczono w: Życie

2121


To o czym chcecie czytać to emocje. Opis wewnętrznych przeżyć jednostki podczas zmiany jest najcenniejszą informacją jaką może pozyskać odbiorca. Oddając się lekturze książek z rozwoju osobistego można zauważyć sporą ilość teorii i koncepcji. Mniej lub bardziej sprawdzonych czy opartych na przykładach. Z mojej perspektywy wciąż zbyt mało tam opisów realnych odczuć i doświadczeń chociażby wyjścia ze strefy komfortu. Zapraszam Cię więc do mojego osobistego świata.

Strefa komfortu czyli obszar, w którym jest nam wygodnie. Przewidywalny i bezpieczny świat. To bardzo złudny obszar, często nazywany przez wielu stabilizacją. Wyobrażasz sobie taką stabilizację w świecie elektroniki? Nokia myślała, że na zawsze będzie liderem rynku telefonów komórkowych. Jak skończyła, wszyscy wiemy. Ale wróćmy do tematu.

Jestem aktualnie poza swoją strefą komfortu. Jednocześnie piszę o swoich osobistych doświadczeniach. Bez zbędnej ściemy uprawianej na przykład przez mówców motywacyjnych. Oni lubią pomijać obszar trudnych momentów. Pomaga mi to lepiej zrozumieć siebie co według mnie jest istotą rozwoju osobistego.

Co się więc dzieje poza moją strefą? Co zauważam? Co się zmieniło?

Inaczej się prowadzi samochód w Szczecinie, inaczej w Warszawie. Dynamiczna zmiana pasów kierowców ze stolicy nie raz podniosła mój poziom adrenaliny do bardzo wysokiego poziomu. Muszę utrzymywać wysoki poziom koncentracji i uważnie obserwować drogę. Jeden nieprzemyślany ruch i może być katastrofa. Nie jeden raz odczuwam strach czy lęk.

Dość często czuję się samotny. W Szczecinie zostawiłem przyjaciół i znajomych. Tęsknię za nimi. Tu w Warszawie muszę niejako od nowa budować i zawierać znajomości. Wbrew pozorom nie myślałem, że będzie to takie wymagające. Samo odezwanie się do starych znajomych, przynajmniej na dzisiaj to za mało. To mnie zaskoczyło i zrodziło zarazem smutek. Potrzebuję znaleźć inne sposoby na pozyskanie nowych relacji.

Nie mogę pominąć takich prozaicznych spraw jak znalezienie sklepu, fryzjera czy załatwienie abonamentu parkingowego. Mogą wydawać się proste ale i one czasami stanowią wyzwanie dostarczającego stresu.

Przez 3 tygodnie szukałem odpowiedniej trasy do biegania, gdzie mógłbym biec bez zatrzymywania się na światłach. Nie dość, że trenowanie zimą potrafi dać w kość, to jeszcze co chwilę sygnalizacja świetlna. Złościłem się i wściekałem ale też konsekwentnie testowałem nowe odcinki. Udało się znaleźć optymalną i wygodną trasę.

Moje życie kulturalne wreszcie się urozmaiciło. W Warszawie jest mnóstwo miejsc, które mogę odwiedzić. Sukcesywnie to robię. Odkrywanie nowych miejsc pobudza moje zmysły do odczuwania nowych rzeczy. Mózgowi jest potrzebna nowa dawka bodźców, w przeciwnym wypadku błyskawicznie się nudzi i nie rozwija.

Jednym z celów na ten rok jest spowolnienie. Do tej pory pędziłem. Teraz chcę żyć rozważnie ale i zarazem uważnie. W Warszawie? W mieście gdzie wszyscy pędzą w kołowrotku? Jak na razie się udaje. Czytam więcej, myślę bardziej refleksyjnie ale i więcej odpuszczam. To między innymi za sprawą prof. Vetulaniego, od którego wziąłem sobie luz.

Mam dwóch braci tu na miejscu. Nasze relacje zauważalnie się zacieśniły. Domyślałem się, że tak może być ale jestem zaskoczony jak bardzo. Nigdy wcześniej nie było tak wielu rozmów między nami o sensie życia i wartościach, które w nim obowiązują. To daje dużą siłę i dystans do świata. Rodzinne relacje to wielka wartość sama w sobie i warto ją pielęgnować.

Ostatnia rzecz martwi mnie najbardziej. Nie odczuwam wyraźnej ekscytacji. Gdzieś zapodziała się moja energia, entuzjazm oraz dreszczyk emocji. Na razie nie potrafię jeszcze znaleźć przyczyny ani wyjaśnienia tego nastroju. Poczekam więc i poobserwuję. Czas jest dobrym doradcą.

Jeżeli miałbym opisać gdzie aktualnie się znajduję to myślę, że najlepiej obrazowałby to obóz I przy wejściu na Mount Everest. Tylko, że w namiocie jestem sam albo jestem ślepy. Ciekawe doświadczenie.