Maraton to żadna przyjemność

Opublikowano: Zamieszczono w: Życie

Liczne kilometry wybiegane każdego tygodnia. Odciski i bolące nogi. Trenowanie w niesprzyjających warunkach, tak tak, żyjemy w kraju, w którym przez 8 miesięcy w roku jest zimno i pochmurno. Dodam jeszcze zmęczenie. Tak wygląda prawda o bieganiu w maratonach. A jednak wciąż nie mogę z tego zrezygnować chociaż za każdym razem mówię sobie never again!

111

W niedzielę przebiegłem już swój czwarty maraton w życiu. Ten akurat odbył się w Wiedniu. To już taka tradycja, że biorę udział w imprezach poza naszym krajem: Berlin, Paryż, teraz Wiedeń a w marcu przyszłego roku być może Barcelona. To taki mój sposób na zwiedzanie świata.

Pisząc ten tekst odczuwam smutek i rozczarowanie, które narasta. Celem było złamanie 3:30 h ale nie udało się. Przybiegłem 15 minut później, przeżywając potężny kryzys od 25 km. Przez 6 miesięcy znosiłem wredną pogodę, łączyłem pracę i trenowanie, odmawiałem sobie przyjemności. Krótko mówiąc dałem z siebie wiele. Nie wystarczyło.

Jest to tym bardziej bolesne gdyż czułem, że jestem w najlepszej formie w życiu. A jednak rzeczywistość dała mi pstryczka w nos a szczególnie mojej ambicji i oczekiwaniom. To doświadczenie przyniosło mi kilka refleksji.

  • Na kilka godzin przed startem próbowałem wzbudzić u siebie jak największą motywację. Słuchałem muzyki, oglądałem motywacyjne filmiki, wyobrażałem sobie swój triumf na mecie. Uruchomiłem tym samym w sobie szereg emocji. To był błąd. Emocje zabrały mi energię, potrzebną na trasie. Przed tak długim biegiem potrzebny jest raczej spokój i koncentracja.
  • Po raz czwarty realizowałem ten sam plan treningowy. Oczekiwałem innych efektów, robiąc to samo. Czysta hipokryzja podczas gdy uczę ludzi zupełnie czegoś przeciwnego. Mój organizm przyzwyczaił się do tych samych bodźców co spowodowało brak odpowiedniej reakcji. Jeżeli nie ma nowych bodźców, nie ma też progresu.
  • Przed wyjazdem chcąc mieć spokojną głowę pracowałem od rana do nocy aby pozamykać wszystkie tematy w pracy. Niestety nie udało mi się odpowiednio wypocząć do czasu startu. Organizm był zmęczony i przeciążony. Nie zadbałem o moje najważniejsze narzędzie do sukcesu. To mnie uczy, że odpoczynek jest równie ważny jak praca. Organizmu nie oszukasz.
  • Niestety brak mi pokory. Nie słuchałem rad moich braci w szczególności o zbyt małym kilometrażu, służącemu budowaniu większej wytrzymałości. Zapłaciłem za to na trasie. Mój silny indywidualizm i emocje spowodowały wyparcie cennych wskazówek. Odrzuciłem sygnały płynące z otoczenia.

Maraton to nie żarty. To ciężka harówka bez gwarancji sukcesu. Niestety się o tym przekonałem. To dla mnie prawdziwa lekcja pokory.

Dziś nie chce mi się trenować. Straciłem zapał i motywację. Dostałem po dupie i zastanawiam się też gdzie w innych obszarach mojego życia popełniam podobne błędy. Te zachowania i przekonania nie dotyczą przecież tylko obszaru biegania.

Zadaję sobie pytania: gdzie i kiedy moja ambicja i motywacja przysłania mi rzeczywistość i realną ocenę sytuacji? Czy dobrze oceniam swoje możliwości? Czy dobrze rozpoznaję swoje ograniczenia? Dlaczego i po co chcę szybkich efektów swojej pracy? Jakie potrzeby realizuję? Jakie deficyty zapełniam? Co próbuję zasłonić i ukryć przed sobą? Co i komu próbuję udowodnić? Czego nie zauważam? Jakie sygnały wypieram?

Będę się zastanawiał nad tymi pytaniami przez jakiś czas.