Maratończyk w Tatrach

Opublikowano: Zamieszczono w: Refleksje

12 lat czekałem na to żeby wrócić w polskie góry. To szmat czasu, od którego bardzo dużo się u mnie zmieniło ale i jednocześnie jest to pewien punkt odniesienia. Góry przez te 12 lat zawsze kojarzyły mi się z pięknem jak również i wyzwaniem. W coachingu zawsze dąży się do wejścia na szczyt, który jest metaforą osobistego sukcesu. Z tej wizyty w Tatrach przywiozłem ze sobą kilka refleksji i obserwacji.

 20160528_114001

Uwolnienie w górach

Szczyt to miejsce z którego otaczający świat widzisz z większej perspektywy. Czyli dokładnie to czego uczymy w coachingu. Zachęcamy do złapania dystansu i szerszego spojrzenia. Gdy ogarnia się całość, można łatwiej zejść do poszczególnych elementów.  Czasami trzeba po prostu tego doświadczyć. Na wierzchołku widać jak doczesny świat jest malutki. A co musiał czuć Felix Baumgartner skacząc ze stratosfery? Siedząc na Giewoncie przyszła mi taka myśl, że te wszystkie nasze codzienne problemy w kontekście całego życia to niewielki wycinek. Zatem czy warto się nimi aż tak przejmować?

Polaki, pijaki, cebulaki

Na zwieńczeniu Giewontu spotkaliśmy innych polskich turystów pijących piwo. Już chyba nie ma wycieczki czy wyjazdu bez alkoholu. Szczyt to miejsce niebezpiecznie, jeden niewłaściwy ruch i można spać w kilometrową przepaść, gdzie nie ma żadnego ratunku. Co za nieodpowiedzialność i głupota! Przy wielkim wysiłku jakim jest wejście na grzbiet Giewontu nawet jedno piwo to wielkie niebezpieczeństwo.
Zanim wszedłem na szczyt wydawało mi się, że jestem super odważny. Jednakże podczas wspinania towarzyszył mi strach. To w zasadzie dobrze, ponieważ strach uruchamia czujność a ta zdecydowanie jest potrzebna w tak niebezpiecznym miejscu.

Bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo.

Niewątpliwie jeżeli jesteś laikiem wycieczka w wyższe partie polskich gór powinna być zabezpieczona przewodnikiem. My z niego nie skorzystaliśmy i to nie było zbyt rozsądne. Emocje i ambicja przysłoniły nam trzeźwą ocenę sytuacji. Szlak był często wąski na dwie stopy a im bliżej szczytu tym więcej śniegu. Tym bardziej, że cały czas towarzyszyła nam stroma przepaść. W zasadzie jeżeli zaczniesz spadać w dół, nie ma dla Ciebie ratunku. Czeka Cię w najlepszym razie kalectwo a w najgorszym śmierć. Dopiero patrząc z tej perspektywy myślę sobie – wow – niezbyt mądrze to zaplanowaliśmy.

11

Spotkanie z naturą

Czułem od dłuższego czasu, że potrzebuję większego kontaktu z naturą. Centrum Warszawy, w którym mieszkam temu nie sprzyja. Toteż wyprawa w Tatry postrzegam jak balsam dla mojej duszy i lek działający kojąco. Już kiedyś pisałem, że badania jasno pokazały, że jeżeli wybierzesz się na 20 min spacer chociażby po lesie to Twoje zmysły dosłownie się regenerują  a uwaga wycisza. A w związku z ciszą. Załapał mnie taki moment w dolinie pięciu stawów, że bezgłos był absolutny. Piorunujące uczucie. Żadnego hałasu, zgiełku miasta, po prostu cisza.

Uważność

Nie raz, nie dwa zatrzymywałem się na trasie, zamykałem oczy i chwytałem chwilę. Nie sposób opisać dokładnie tego uczucia gdy w około słychać śpiew ptaków i szum potoku. Głowa się oczyszcza ze zbędnych myśli.

2132

Sport to zdrowie

Chodzenie po górach wymaga nie lada kondycji. 25 km, które zrobiliśmy na trasie na Zawrat to nawet dla mnie – osoby regularnie trenującej i uczestniczącej w maratonach był mocny wysiłek. Wchodząc szlakiem po kamiennych schodach na dolinę pięciu stawów, lało się ze mnie jak nigdy wcześniej. Jednak dopiero 15 km na szczyt Giewontu i z powrotem dało nam w kość. Endorfiny szalały.

Zaskakujące zmiany

Pierwszy raz w życiu widziałem takie anomalie pogodowe kiedy mgła pojawiała się w ułamku chwili zasłaniając cały widok, by po dłuższej chwili równie szybko zniknąć. Nigdy wcześniej nie przeżyłem też tak potężnej ulewy jak przy zejściu z Giewontu. Wszystkie porady aby być przygotowanym na każdą pogodę są prawdziwe. Nie ma znaczenia, że świeci słońce. Za chwilę może spać deszcz z gradem. Nie mówiąc już o szalenie niebezpiecznej burzy z piorunami. Czytałem o tym, że Giewont najwięcej śmiertelnych żniw wśród ludzi zebrał właśnie podczas burz. Co za dramat.

Filmowo

Po raz pierwszy też zupełnie spontanicznie nagrałem filmik wideo z relacją z wspinaczki. Nie jestem fanem tego typu krótkich reportaży, szczególnie w wykonaniu mówców motywacyjnych czy pseudotrenerów. Raczej reaguję na ten obszar alergią ponieważ bez dwóch zdań jest to rodzaj łechtania próżności i tandetny sposób marketingu. Chciałem się jednak podzielić moją radością.

Kolejne wyzwanie

Niestety jestem ryzykantem. Lubię czuć ekscytację i adrenalinę. Zatem w sierpniu zaplanowałem zdobycie naszego najwyższego szczytu – Rysów. Będzie się działo!