KOAN 23 | UTRATA

Opublikowano: Zamieszczono w: Koany

Pisał, pisał i pisał. Jak natchniony. Czuł ten cudowny stan weny, kiedy słowa wchodziły same. Słowo za słowem jakby woda lecąca z kranu. Temat ewidentnie się mu kleił, a to nie takie łatwe kiedy piszesz dużo i często choć on nie miał z tym większego problemu bo jakoś lekko wpadały mu tematy.

Życie jest niezwykle fascynujące jeżeli tylko uważnie je obserwujesz i szukasz. Zresztą stan zwany poszukiwaniem, eksploracją i obserwacją jest niezwykle przyjemny. Jeszcze przyjemniejsze jest ujęcie jego sedna za pomocą potoku słów, które później inni mogą przeczytać. A gdy jeszcze do tego dodamy ciekawy komentarz ze strony czytelników to pętla szczęścia się dopełnia.

Kończył. Kilka tysięcy znaków. Całkiem sporo jak na czasy kiedy większość czytelników najpierw zjeżdża do końca, aby zobaczyć jak długi jest tekst. Dlatego co raz częściej stawiał na krótsze teksty, które mogły wpadać w pole uwagi. Ach te czasy instant – pomyślał. Wszystko musi być na talerzu, najlepiej szybko i smacznie, a czasami nawet zdrowo.

Skończył. Zamknął laptopa i położył się do łóżka. Rano wrzuci na stronę bo teraz jest już zbyt zmęczony. Gdy tylko się położył usłyszał niepokojące trzask. Światło zgasło. Po około 10 minutach prąd wrócił. Coś go tknęło. Wstał i uruchomił komputer. Niestety, padł dysk twardy. Przepięcie prądu – pomyślał. Niech to szlag. Cały artykuł poszedł wpizdu.


Co sobie bierzesz z tej historii? Przed czym Cię ona ostrzega? Co wnosi nowego? Jakie korzyści daje?