Odkrycie 13 – szczęśliwe

Opublikowano: Zamieszczono w: Coaching, Refleksje, Życie
Pisałem w odkryciu 12, że będzie wyznanie osobiste. Będzie.

Jak szedłem na studia z psychologii, to mój kolega powiedział – oho, będą fajerwerki! No były, tylko szybko zgasły. Praca z drugim człowiekiem to wymagające zadanie. A robota z samym sobą jeszcze większe wyzywanie. Ale jakże fascynujące!

Integracja cienia to wyraz akceptacji, aprobaty dla ciemniejszej strony psychiki. Aby tak się stało musisz wyciągnąć brudy na wierzch i zobaczyć z czym masz do czynienia. Odbywa się to za pomocą myśli i słów. Po prostu nazywasz to co się dzieje w Tobie.

No dobra to jest teoria. Im więcej przykładów tym bardziej będziecie rozumieć.

Jak to mówiłem – drżał mi głos. Strach przed otworzeniem się, lęk przed oceną i odrzuceniem był co raz silniejszy. Trafiłem zdaje się w samo sedno. Tymczasem zadanie polegało na znalezieniu osoby publicznej, która z automatu wzbudza w nas złość i gniew. Od razu wiedziałem, kto nią jest. Pojawił mi się przed oczami gruby kurdupel z wieśniacką fryzurą. Denerwuje mnie jego każde słowo. Ta sztuczna intonacja, dykcja, nazbytnia poprawność i akcentowanie słów. Dodatkowo nienaturalnie spowolniona mowa. Jakby połknął śliwki i nie mógł ich wypluć ani połknąć. Uhhhhhh co za obleh!

Kiedyś na wspomnianych studiach z psychologii mieliśmy takie arcyciekawe zadanie, w którym na kartce A4 z jednej strony pisaliśmy za co cenimy daną osobę a na drugiej co nas w niej drażni. Na górze było imię każdej osoby, która była na Sali. No i czytam: życie to nie gra Endrju, niezły cwaniaczek, dobry aktor z Ciebie, bądź sobą, co masz do ukrycia? Mam tę kartkę do dzisiaj. Traktuję ją jako ostrzeżenie.

A więc!

Robert Makłowicz, na którego tak reagowałem wyżej opisaną alergią, był projekcją mojego cienia. Tak naprawdę tę sztuczność nie lubię u siebie. Owa nienaturalność wynika u mnie z chęci imponowania innym. Tak jakbym nie mógł powiedzieć tego czego myślę bo nie zostanie to zaaprobowane. Wydaje się, że mam w sobie głęboką potrzebę bycia podziwianym, wyjątkowym, utalentowanym, uzdolnionym, bystrym czy błyskotliwym. Mówię więc rzeczy mądre, bystre, przemyślane i błyskotliwe. Tym samym sprowadza się do wzmożonej potrzeby akceptacji i afiliacji.

Zapaliłem więc światło w tym pomieszczeniu. Czy poczułem ulgę? Tak. Czy poczułem wyzwolenie? Tak. Czy zrobiło różnicę? Tak.

Po co to piszę?

Dobry coach, trener to fachowiec, który ma pozostać w kontakcie z samym sobą. Ma mieć bazę doświadczeń, na której może budować głęboką współpracę z klientem. Wie co znajduje się w jego cieniu. Wymalował ten pokój na nowo. Piszę ten post bo dzielenie się dodaje odwagi innym by zmierzyć się ze sobą.

Notabene Roberta Makłowicza nigdy osobiście nie spotkałem. Nigdy nie zamieniliśmy choćby słowa. Pana Roberta serdecznie pozdrawiam! Z moim cieniem nie ma nic wspólnego. Bo to tylko moja projekcja.

Jaki jest Twój cień? Znajdź osobę, która wzbudza w Tobie silne emocje negatywne (złość, gniew) i zastanów się – co cię w niej denerwuje? Z jakiego powodu na Ciebie tak wpływa? Jak to możesz połączyć ze sobą? Co Cię denerwuje w Tobie?

  • Monika

    Panie Andrzeju, wyjątkowo odważny wpis. Szczerze podziwiam.
    Spróbuję poszukać własnego cienia, chociaż przyznam, że się boję…

    • Andrzej Staszczuk

      Rozumiem, może podpowiem, że strach mi też wielokrotnie towarzyszył. To naturalne. Podobno są dwie drogi rozwoju osobistego:
      1. Tworzenie siebie na nowo
      2. Odkrywanie siebie

      Ta druga w moim odczuciu jest dużo bardziej prawdziwa a co dalej – satysfakcjonująca. No i na tej drodze człowiek mierzy się z rzeczami, które z pozoru nie są ciekawe. Wręcz odstraszające. Jak to cień. Pytanie czy cień będzie niósł człowieka, czy człowiek cień? 🙂