Rozwój albo szubienica

Opublikowano: Zamieszczono w: Biznes
Mam dziwne poczucie tego, że w ostatnich latach powstało przekonanie, że każdy musi się rozwijać. Co więcej, każdy kto tego nie robi – jest w jakimś sensie złym człowiekiem. Myślę, że sami sobie to robimy. Dlaczego i po co?

Ostatni kwartał 2016 roku był dla mnie bardzo obciążający. Narobiłem się. Dziesiątki dni szkoleniowych, często ciągiem po cztery dni bez przerwy potrafi dać w kość. To kosztuje bardzo dużo energii a ciało fizycznie i psychicznie nie jest workiem bez dna i upomina się o odpoczynek. Pojawiło się zmęczenie i wyczerpanie energetyczne. Idąc dalej – smutek i złość a za tym frustracja. Stałem się ofiarą własnego zaangażowania i pasji.

Będąc trenerem czy coachem jesteś zakładnikiem dobrego samopoczucia. Ludziom dookoła wydaje się, że nie możesz odczuwać takich uczuć jak smutek, żal, frustracja czy złość. Z definicji nie powinny się one pojawiać w tym zawodzie. Jakże to mylne. Możesz. Masz prawo do tych stanów emocjonalnych. Jak każdy człowiek.

MECHANIZM

Istnieje taki mechanizm psychologiczny, którego nazwy nie mogę sobie przypomnieć (tak, pamięć jest ulotna), w którym słysząc o zgwałconej kobiecie automatycznie przypisujemy jej część winy. Może pojawić się myśl, że prawdopodobnie w jakimś stopniu przyczyniła się do dramatycznego napadu. Pewnie założyła za krótką spódniczkę i prowokowała. Tym samym w jakimś stopniu jest też sobie winna.

Proszę sobie wyobrazić, że taki mechanizm nie dotyczy tylko powyższego przypadku. Osoba, która została zwolniona w pierwszym odczuciu musiała na to zasłużyć. Pewnie nie była wystarczająco zaangażowana lub optymistyczna. Osoba, która jest gruba – najpewniej jest leniwa. Ktoś, kto pali – jest ignorantem. A ktoś kto nie czyta książek – musi być półmózgiem. Chory na grypę – źle się prowadził.

GŁUPIEC I LEŃ

Czasy są takie, że osoba mająca gorszy okres a więc będąca w fazie zmęczenia, być może wypalenia nie otrzymuje wsparcia. Wręcz przeciwnie. Może zostać jej przypisana wina o nieodpowiednim zaplanowaniu czasu, nieprawidłowym wykorzystaniu zasobów czy nieumiejętnym zarządzaniu sobą. Ot tak. Krótko mówiąc sama jest sobie winna i ta wina jest jej uświadamiana. Nie mają znaczenia uwarunkowania lub czynniki zewnętrzne jak toksyczny szef lub środowisko.

Czasy są też takie, że panuje wszechobecny lęk. Po pierwsze cały czas jesteśmy poddawani ocenie efektywności. Jesteś efektywny – zostajesz. Nie jesteś – to twoja wina. Nie osiągasz ciągłego wzrostu sprzedaży – znaczy jesteś za mało zaangażowany. Przeto musisz być w ciągłej fazie i gotowości do pracy w każdej godzinie doby a jednocześnie być świadomym, że Twoje stanowisko pracy może zostać nagle zlikwidowane i w dodatku bez uprzedzenia. Ta całkowita nieprzewidywalność powoduje, że nawet wzięcie kredytu na mieszkanie staje się wyborem przerażającym. Co więcej – paradoksalnie ten brak poczucia względnego bezpieczeństwa jawi się nam jako naturalną kolej rzeczy i oczywisty stan.

Wpadliśmy w jakiś owczy pęd. Nie jest mile widziane kiepskie samopoczucie. Otoczenie dokonuje ostracyzmu tak jakby smutek byłby chorobą, którą można się zarażać. Mamy być w każdym momencie doskonali, super zmotywowani oraz wszechmocni. Spójrzmy jakimi obrazami jesteśmy karmieni na takich portalach społecznościowych jak Facebook czy Instagram. Wspaniale wysportowane ciała czy sączące się szczęście. To nierealistyczne. Czysta iluzja.

Zwolniony pracownik jest zawsze winny. Po pierwsze zasłużył a po drugie nie przewidział, że zostanie zwolniony. Moje obserwacje podpowiadają, że zwalniany pracownik dowiaduje się na samym końcu. Wobec tego ciekawym zjawiskiem jest, że korporacyjni szefowie oczekują od pracowników w przypadku odejścia informacji z dużym wyprzedzeniem aby mogli się przygotować a jak zwalniają to z dnia na dzień – bez uprzedzenia. Coś tu się nie klei.

ATLETA

Mamy być swoistymi atletami – świetnie się odżywiającymi, wysportowanymi a jednocześnie rozwijającymi umysł w każdej sekundzie i nader optymistycznymi tak aby w konsekwencji stawać się co raz produktywniejszymi pracownikami. Szef potrzebuje dobrej energii. O to właśnie w tym chodzi. Aby stać się dla firmy doskonałym zasobem gospodarczym dostarczającym zysków za wszelką cenę.

Człowiek stał się już dawno cyferką w raporcie. Kosztem. Odhumanizowaną maszyną, którą w każdej chwili można wymienić gdy tylko zauważy się symptomy spadku produktywności. Doszliśmy do momentu kiedy nie ma ludzi nie zastąpionych. Każdego można uwolnić na rynek pracy albo do rozwijania się poza strukturami firmy.

Istnieje przekonanie, że nasza aktualna sytuacja to wynik naszego wyboru. Wystarczy ciężko pracować i włączyć kreatywność a przykładowy awans jest w zasięgu ręki. Ta iluzja nie uwzględnia takich czynników jak warunki początkowe czy zblokowane ścieżki awansu lub nawet feudalne zależności u pracodawcy. Tych przykładów można podać więcej i więcej.

Pracownik notorycznie wprowadzany w poczucie lęku i winy poddaje się bardziej kontroli i władzy. Można swobodnie zmusić go do co raz cięższego wysiłku, nierzadko ponad jego siły a jednocześnie wymagać po wszystkim radosnego samopoczucia.

Wiele struktur firmowych to swoiste folwarki, gdzie istnieje zależność pan i chłop. Silniejszy i słabszy. Słabszy nigdy nie będzie miał żadnych szans w bezpośredniej konfrontacji z silniejszym. Jego jedyną szansą jest spryt. A więc oszukanie Pana. Świetny esej w tym temacie napisał Andrzej Leder z krytyki politycznej, który macie szansę znaleźć na naszym koncie na Twitterze.

Ten wpis nie jest wbrew pozorom wyrazem frustracji. Jest wyrazem troski o to, że gdzieś w tym wszystkim nie ma granicy. Chcę zwrócić uwagę, że świat nie jest jednowymiarowy a ocena sytuacji nie zawsze jest jedna i słuszna. Zauważam mechanizmy, które mnie dotykają i bolą. Zatracamy się na rzecz bycia doskonałymi a człowiek w swej naturze ma wpisaną niedoskonałość. Nie jesteśmy w stanie podołać ambicjom tego świata. Tracimy rozsądek, balans i równowagę.

To jest apel również i dla mnie, że tracę szansę na spotkanie z samym sobą. Kapitalny tekst (Wynalazek czy odkrycie) napisała w najnowszym Magazynie Coaching Extra – Natalia De Barbaro. Cóż za przenikliwe myśli. Otrzeźwia na stojąco. Polecam.